sobota, 1 marca 2014

~ 1 ~

   - "To potrwa tylko kilka sekund, a później, będę wolna. Chcę być wolna. Dasz radę Meg, dasz radę, życie po tamtej stronie podobno jest lepsze..."- Znowu w mojej głowie rozległ się dźwięk słów. Cichy, dziewczęcy głos... Słyszałem go już wcześniej, słyszałem jak ten miły głosik wiecznie użala się nad sobą...- "A teraz policzę do trzech i będzie po wszystkim. Raz, dwa...".
   - Nie!- wykrzyczałem ze wszystkich sił, które nagromadziły się w moich płucach w ciągu ostatnich kilku  sekund. Moja ręka w jednej chwili uderzyła o betonową ścianę, mojej prywatnej "celi". Na już dość poobijanych knykciach pojawiły się ślady krwi, która spływając zaczęła wyznaczać sobie ścieżki na mojej bladej jak mleko skórze, tworząc kontrast z fioletowymi siniakami, które przykrywały sporą część mojego ciała.
   - Otwórzcie te pieprzone drzwi!- wrzasnąłem, napierając na metalową płytę, od której biło zimnem. To właśnie one zawsze powstrzymywały mnie przed przerwaniem czyjejś egzekucji, być może przed zmiana przyszłości, która wcale nie musiała malować się w szarych kolorach dla danej osoby.
   - Co znowu?- warknął niski mężczyzna, otwierając drzwi z surowym wyrazem na pomarszczonej twarzy.
   - Nie żyje- szepnąłem cicho, prawie niesłyszalnie.- Dziewczyna spod numeru 223- odpowiedziałem na pytanie, którego on jeszcze nie zdążył wydobyć ze swoich ust.
   - Znowu?- jęknął i przepuścił mnie w wejściu.
   - To nie moja wina, że co trzecia osoba ładuje sobie kulkę w głowę- burknąłem, po czym popędziłem w kierunku "celi" z numerem 223. Trząsłem się na całym ciele, od najdłuższego loka na mojej głowie, aż po same palce stóp, które nagie stąpały po lodowatej posadzce, dopóki nie dotarłem na miejsce. Mój przestraszony wzrok przez chwilę wpatrzony był w trzy, krzywo namalowane cyfry.
   Co prawda było już późno, więc moja głowa w końcu mogła nieco odpocząć. Nie miałem dostępu do snów innych, za co jestem ogromnie wdzięczny, bo tu każdy męczy się w nocy z różnorakimi koszmarami. W końcu mogłem zająć się swoimi rozmyśleniami, stojąc przed metalową płytą, za którą kryło się coś strasznego. Bo przecież nie ma na całym świecie nic gorszego niż śmierć, kogoś kto na nią w zupełności nie zasłużył. Oglądanie ciała, które leży martwe w kałuży krwi, pozbawione dynamizmu, to wpatrywanie się w twarz, która nie wyraża już zupełnie nic i co najgorsze widok klatki piersiowej, która już nigdy się nie uniesie do góry, w której już nigdy nie zagości gram świeżego powietrza. Nigdy...
   - Ale jeśli kłamiesz gówniarzu, to obiecuję, że to będzie twój najgorszy tydzień w życiu- z moich rozmyśleń wyrwał mnie ochroniarz, który szukał odpowiedniego klucza, pośród pokaźnego pęku.
   - Poprzednimi razami nie kłamałem, cóż nie?- spiorunowałem go wzrokiem.- Można kłamać w sprawie wszystkiego, ale nie śmierci- uniosłem głos, a mężczyzna zamilkł, był cicho nawet w myślach.
   - Nie kłamałem?- spytałem, kiedy mój towarzysz ostrożnie wślizgnął się do pomieszczenia, w którym panował półmrok.
   - Niestety- obiło mi się o uszy, a moje rozchylone wargi zaczęły drżeć jak galaretka. Momentalnie moje nogi zrobiły się zupełnie miękkie, a ciało osunęło się bezwładnie na ziemię.- To wasza wina. Tak kurwa!- zacząłem krzyczeć w rytmie bicia mojego rozszalałego serca.- To wasza wina!- powtórzyłem jeszcze dosadniej, a z oczu popłynęły łzy.- Nie rozumiecie, że mogło być inaczej!  Nie rozumiecie... Jesteście samolubnymi pizdami w tym popierdolonym świecie, kurwa!- wydarłem się na całe gardło, po czym usłyszałem plan mężczyzny, ale nie zdążyłem w porę zareagować. Kawał ciężkiego metalu spoczął na moim ciele, a mnie przeszył dozgonny ból, a następnie przed moimi oczami pojawiła się ciemność.

   Obudziłem się w małym pomieszczeniu, zupełnie pustym, nie licząc niewielkiej zwisającej pod sufitem lampy, która resztkami sił oświetlała pokój. Po raz kolejny trafiłem do izolatki. Dla większości była to największa kara, ze wszystkich możliwych jakie tu stosowano. Jednak dla mnie natomiast izolatka była nagrodą za nic. Coś sprawiało, że przez ściany pomieszczenia nie przedostawały się zupełnie żadne myśli, nic nie słyszałem poza biciem własnego serca i własnym głosem. Jeden pełen dzień bez tej chorej umiejętności, albo jak to niektórzy mówią, bez tego pieprzonego talentu.
   Tak, ciekawe tylko, czy talent może zniszczyć doszczętnie człowiekowi życie? według mnie nie może, więc to czym mnie obdarzono to jedno, wielkie przekleństwo. Ktoś kiedyś powiedział, że mi tak strasznie zazdrości. Teraz na samą myśl o tych słowach, śmieję się jak małe dziecko. Mój "dar" to najgorsze co mogło stanąć na mojej drodze. Gdyby nie to, spędzałbym teraz czas ze znajomymi, których bym miał, gdybym nie potrafił słyszeć ich myśli.
   - Obiad- jasne drzwi się otworzyły, a w ich progu stanęła kobieta z obojętnym wyrazem twarzy i starą, plastikową tacą w rękach, na której znajdował się mój posiłek, który mogliby sobie darować. Jedzenie tutaj było jednym wielkim żartem. Na śniadanie suchy chleb, na obiad ryż z jakąś paćką, a na kolację znowu ten sam chleb.
   Podszedłem niechętnie do niej i gdy już chciałem łapać za talerz, do moich uszu doleciał krzyk. Prawdziwy krzyk, nie ten, który pojawia się w ludzkich myślach.
   - Nie zamkniecie mnie w tym wariatkowie!- krzyczała jak najęta.- To jakiś wielki żart- chciałem wyjrzeć, zza progu mojej izolatki, ale stojąca w przejściu kobieta nie pozwoliła mi na to, tarasując przejście ciałem.
   - Tak, rozumiem, mam zostać. Taka moja kara- burknąłem, gdy ona otwierała usta, by to powiedzieć, a  w zamian za swoje słowa, dostałem gniewne, piorunujące spojrzenie, po czym znowu zostałem sam z tacą ugotowanego ryżu.
   Do końca dnia siedziałem skulony w kącie, delektując się ciszą.Wyobrażałem sobie życie poza psychiatrykiem, z dala od personelu, który najchętniej sam wpakowałby ci kulkę w czoło, z dala od tych wszystkich chorych psychicznie ludzi. Życie bez wiecznego krzyku, jazgotów i samobójców. Tak bardzo chciałbym się wydostać z tego ludzkiego terroru. Z drugiej strony co jakiś czas przez głowę przelatywały mi słowa dziewczyny, którą tak chciałem kilka godzin temu zobaczyć. Zresztą to i tak pewnie kolejna opętana dziewucha z galaretą zamiast mózgu.
   - Pobudka- ze spokojnego snu, wyrwał mnie czyjś nieprzyjemny, oschły głos. Niechętnie otworzyłem oczy i spojrzałem przed siebie, gdzie stał ochroniarz. Ubrany jak co dzień w tym swoim opinającym grafitowym uniform i z czapką na głowie, przysłaniającą jego siwiejące włosy. Był to ten sam mężczyzna, dzięki któremu dostałem dzień w moim małym raju na ziemi, zwanym przez innych izolatką.
   - Wracasz do siebie- posłał w moim kierunku szereg słów.
   - Kogo wczoraj przywieźli?- zmieniłem zupełnie temat, a On ze zdziwieniem spojrzał na moją twarz.
   - Nie twój interes smarkaczu. "Pewnie chodzi mu o tę dziewczynę z niską samooceną"- dodał w myślach, a dopiero po czasie zrozumiał, że się w pewnym sensie wygadał.- Wyłaź i ani słowa- warknął na mnie i jednym pociągnięciem za moją koszulkę, postawił mnie na nogi.
   W ciszy wróciłem do swojego pokoju, z którego podczas mojej nieobecności wyniesiono drugie łóżko, które stało tam zupełnie niepotrzebnie, po tym jak jego ostatni właściciel podciął sobie żyły. Zmarszczyłem czoło i podszedłem do okna, tak przysłoniętego kratami, że nawet mysz by się nie wydostała przez nie.
   Zamknąłem oczy i zanurzyłem się w myślach wszystkich, którzy akurat byli w przeciągu stu metrów ode mnie. Przeczesywałem uważnie każdego, z nadzieją, że zaraz natrafię się na jakieś najnowsze informacje. Pusto. Przez moją głowę przewinęły się myśli dotyczące wczorajszego samobójstwa Megan, a pozostali pieprzyli tylko jakieś głupoty, nierozumiane przez nikogo. Nikt też nie myślał o tej nowej, co wydało się dziwne, bo przeważnie jako kogoś przywożą cały budynek o nim plotkuje.
  Nasłuchiwałem się tak dopóki nie zabrzęczały drzwi mojej "celi". Po chwili przede mną wyrosła niska kobieta z blizną na twarzy, która ciągnęła się przez jej prawy policzek. W dłoni trzymała pęto, które zakładano każdemu, psycholowi na nogi, aby podczas wolnego czasu nie przyszedł mu do głowy żaden głupi pomysł. Wzdychnąłem głośno i wyciągnąłem od niej łańcuch, który posłusznie wsunąłem na swoje nogi, a kobieta dopełniła tylko formalności przekręcając kluczykiem w zamku pęta, żebym nie mógł go ściągnąć.
   - Czemu nie wiążecie jeszcze rąk i nie kneblujecie ust?- spytałem unosząc przy tym brwi, na co kobieta obdarzyłam mnie piorunującym spojrzeniem.
   - Trzy godziny panie Styles i bez żadnych wygłupów- w końcu byłem skazany usłyszeć jej jazgoczący głos. Kiwnąłem tylko głową i wyszedłem na korytarz na którym zaczynał robić się tłok.
   Zrobiłem kilka kroków w przód, a nieprzyjemny zgrzyt łańcuchów zajęczał w mojej głowie. Zacisnąłem zęby i zacząłem iść przed siebie. Każdego dnia mieliśmy dokładnie, pełne trzy godziny dla siebie. Co to miało znaczyć? Otóż każdy mógł w jakiś sposób czerpać choć małą satysfakcję z przebywania w tym przeklętym przeze mnie miejscu. Jedni szli do stołówki, gdzie grali w karty, bądź szachy, inni chodzili w tym czasie na dodatkowe zajęcia z terapeutą a jeszcze inni siedzieli przed drzwiami swoich cel wpatrując się przez trzy godziny w ścianę i co jakiś czas wykrzykując wiązanki przekleństw.
   Warunki tutaj były takie jak w najgorszych więzieniach, o ile tu nie było gorzej. Pracownicy traktowali nas jak zwierzęta, które i tak nie będą mieć życia, wręcz za osoby, które powinny jak najszybciej poddane eutanazji.
   Przemierzałem korytarzem, co chwilę mijając któregoś z ochroniarzy. Którzy na mój widok robili wszystko by odrzucić od siebie wszelkie myśli.
   - Coś ci powiem- zacząłem usłyszawszy myśl mężczyzny, którego właśnie mijałem.- Jeśli zdaje ci się, że to o czym myślisz, jest dla mnie tak bardzo istotne, to jesteś w czarnej dupie stary. Więc tak nie panikuj, jakbyś miał zaraz urodzić, tylko skup się na swojej pracy. Za coś ci chyba płacą- na koniec posłałem mu jeszcze mało istotny uśmiech i poszedłem dalej, zostawiając go z niedowierzaniem na twarzy.
   Nogi doprowadziły mnie pod gabinet psychologa, który był jedyną osobą w tym potężnym budynku, z którym człowiek mógł porozmawiać jak z człowiekiem. Nie zawracając sobie głowy pukaniem do drzwi po prostu wszedłem do środka.
   Momentalnie dostrzegłem Maisona, siedzącego naprzeciw dziewczyny, która spoglądała na mnie przez ramię. To zdecydowanie musiała być ta nowa. Wnioskowałem to po tym, że na oczy widziałem ją pierwszy raz, a mam pamięć do twarzy, nawet do tych mało charakterystycznych. Wyglądała strasznie. Każdy włos na jej głowię sterczał w innym kierunku, twarz biała jak ściany i te oczy. Czarne jak noc, pełne nienawiści i bólu, obrysowane dookoła czarną kredką. Jeśli chodzi o jej myśli były puste.
   - Harry daj nam pięć minut- głos zabrał mężczyzna, na co ja tylko skinąłem głową i wróciłem na korytarz z widokiem tej zmarnowanej dziewczyny przed oczami.
______________________________________________________
   Taki oto pierwszy rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba :)
* Do osób czytających poprzedniego Diamonda- mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, ale obiecuję, że ta wersja będzie znacznie lepsza.
 ** Osoby które chcą być informowane, zapraszam do zakładki Informowani, w której zostawcie swój nick do tt :)

A tak to czekam na wasze opinie :)  

16 komentarzy:

  1. B. ciekawy! czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wróciłaś :) Fajnie, że poczułaś napływ nowej weny i pomysłów. Skoro stwierdzasz, ze nowa wersja opowiadania będzie dużo lepsza to już się nie mogę doczekać <3 Pierwszy rozdział sprawił, ze na nowo znalazłam się w świecie Hazzy i ten świat cholernie mnie kręci. Twoje opisy i dialogi idealnie się uzupełniają i tworzą świetną, spójną całość. Dlatego tak bardzo lubię Twój styl pisania. Jedyne co mi pozostaje to czekać na nowy rozdział i mam nadzieje, ze pojawi się już niedługo.
    Życzę weny kochana ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Bardzo ciekawi mnie ta dziewczyna jak i Harry. Plus na dodatek jego sny, nieco psychiczne ale właśnie to jest to! Fenomenalnie się zapowiada.Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. masz taki kurwa talent że japierdole lkdsfjgkfdb kocham cie i twoje opowiadanie mimo że jest takie .. straszne..
    CZEKAM NA NASTĘPNY!! JKFDVCNFN

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Sorki, że nie skomentowałam wcześniejszego, ale to niestety przez natłok obowiązków. Rozdział jak zwykle świetny :) Pewnie pisałam to już wiele razy, lecz ty na prawdę masz wielki talent :) Nie mam czasu na długi komentarz, ale mam nadzieję, że ty wiesz jak bardzo cenię nowe rozdziały. Życzę ci dużo wolnego czasu i ślę pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowny. to ff jest inne niż reszta, takie wyjątkowe. czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawe i wciągające. super!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, jak zwiastun bardzo mnie zainteresowało, bo Harry, a do tego psychiczny, narkoman cokolwiek. Umiesz pisać tak, że każde słowo nasycone jest emocją. Z chęcią poczytam więcej, jakbys mogła informuj mnie o NN na tt @PS_Ondine xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam cię ojej super nie moge się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  10. "nagromadziły się w moich płucach w ciągu ostatnich kilku ostatnich sekund" - powtórzyło Ci się słowo ostatnich.
    "przez głowę przelatywały mi słowa dziewczyny, którą tak chciałem kilka godzin temu zobaczyć zobaczyć." powtórzyło się słowo zobaczyć.

    To tak w ramach czepiania się. co do samego teskstu - nie umiem jeszcze nic ocenić. Ciekawa koncepcja z czytaniem w myślach i domem wariatów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no fajny, fajny :D
    Dobra jest zajebisty ^^
    Masz na to opowiadanie ciekawy pomysł :)
    Życzę weny :D
    Pozdrawiam i całuje :*
    @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń
  12. Juz odzwyczailam sie od wulgaryzmow w opowiadaniu XD
    Ciekawi mnie w jaki sposob zmienisz to opowiadanie. Pamietalam ten rozdzial, ale daje mi sie ze juz tutaj cos pozmienialas. Moze sie myle.:/
    Przechodze do 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  13. zajebiste na początku nie ogarniałam ale potem wszystko sie wyjaśniło :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie mi się podoba to ff takie 'inne' niż reszta które czytałam, ale to właśnie mi się podoba ;) To ff ma coś w sobie ,że człowiek chce czytać więcej i więcej ;D Masz talent <3
    tt: Minkaaa6

    OdpowiedzUsuń