poniedziałek, 3 marca 2014

~ 2 ~

    Tak na wstępie krótka informacja
Po prawej stronie możecie 
wpisywać się do informowanych, a także
zadawać pytania na moim asku :)
Póki co to tylko tyle. Życzę miłego czytania.
I serdecznie proszę o pozostawienie 
jakiejś opinii :)  

 Siedziałem oparty plecami o zimną ścianę, nasłuchując się rozmowie, którą prowadzono tuż za drzwiami, których specjalnie nie domknąłem, by mieć znacznie lepszą słyszalność. Jednak jak się pokrótce okazało, nic co mogło wydać mi się interesujące, nie pojawiło się w rozmowie tej dwójki. W pewnym momencie niewiele dzieliło mnie od poczucia na swoim ciele ciężkich drzwi, które z ogromną siłą leciały prosto na mnie, pchnięte przez dziewczynę, wychodzącą z gabinetu. W ostatniej chwili udało mi się odskoczyć na bok, a metalowa klamka wbiła się niewidocznie w ścianę, o którą jeszcze sekundę temu się opierałem. 
   - Nie szalej tak- warknąłem na nią, na co w odpowiedzi otrzymałem piorunujące spojrzenie, z piekła rodem, które momentalnie spowodowało, że usta same mi się zamknęły. 
   - Harry. Zapraszam do środka- wtrącił Maison, a ja ostrożnie, nie odrywając oczu z twarzy tajemniczej dziewczyny, podniosłem się na równe nogi i wszedłem do gabinetu, zamykając za sobą drzwi, które ledwo wisiały w starych, jęczących zawiasach. 
   - Co to za potwór?- spytałem, po tym jak zająłem miejsce na kanapie, która okazała się o wiele wygodniejsza od betonowych płyt, z których wykonane zostały podłogi na korytarzach ośrodka. 
   - Bardzo nietypowy przypadek- oznajmił, kręcąc głową na boki, co wprawiło w ruch wiszące na szyi mężczyzny okulary korekcyjne z grubymi szkłami. 
   - Tak nietypowy jak mój?
   - Nie. Ty jesteś nietypowy w innym znaczeniu, nosisz w sobie coś co czyni cię nietypowym, natomiast ona sama wypracowała swoją nietypowość- wyjaśnił, a ja powoli zaczynałem plątać się w jego słowach, które w mojej głowie kolidowały z myślami ludzi, którzy przechadzali się pobliskim korytarzem.- Coś nie tak?- spytał, kiedy ja wsadziłem głowę między kolana, które wcześniej podciągnąłem pod brodę. 
   - Mam już cholernie dosyć tego miejsca- zacząłem, przełknąwszy ślinę.- Ci ludzie nieświadomie mnie zabijają. Chcę stąd wyjść, z tego przeklętego budynku- czułem się jakbym mówił sam do siebie. 
   - Myślisz, że poza murami tego ośrodka, będzie ci lepiej?- wtrącił mężczyzna, a ja otworzyłem oczy, by móc spojrzeć mu w oczy. 
   - Spędziłem tam osiemnaście lat swojego życia, jeśli nie uważałbym tamtego świata za lepszy, nie powiedziałbym tego co przed chwilą powiedziałem. To oczywiste- burknąłem chowając twarz w dłoniach, by móc wyobrazić sobie wszystko, co kryło się po drugiej stronie murów psychiatryka. Kolorowe parki z przeważającą zielenią, spacerujących po nich ludziach z uśmiechem na twarzy. Zakochanych, którzy nie widzieliby świata poza sobą, dzieci biegające wokół swoich rodziców. Staruszków, którzy cieszyli się życiem na emeryturze. Tamten świat tak bardzo odbiegał od tego, w którym przyszło mi teraz funkcjonować. 
   Tutaj nigdy człowiek nie był w stanie dostrzec czyiś uczuć związanych z miłością, radością. Pośród tych zimnych murów wiecznie panował strach, niepewność, a wszystko podkręcali ludzie, zwani pacjentami, chociaż ja uważam, że bardziej pasowałoby- więźniowie. Wielu z nich nie wytrzymywało tego rygoru i znajdowało wyjście z całej tej sytuacji. Najmniej słuszne rozwiązanie problemu, na jakie było kogokolwiek stać. Bo śmierć to nie rozwiązanie problemów, tylko najłatwiejsza ucieczka od nich.
   - Harry...- z rozmyśleń, które na chwilę mną zawładnęły, wyrwał mnie chrapliwy głos Maisona.
   - Muszę iść- burknąłem ni stąd, ni zowąd i momentalnie podniosłem się do pionu i zacząłem maszerować w kierunku wyjścia, a w pomieszczeniu rozległ się głos łańcuchów, którymi związane były moje nogi. 
   - Chyba nie skończyliśmy- zatrzymał mnie słowami. 
   - Owszem skończyliśmy- rzuciłem przez ramię i wyszedłem z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami, które odbiły się od framugi i znowu się otworzyły niemalże na oścież. 
   Moja myśl o ucieczce z tego miejsca zawładnęła moją głową chyba na dobre. Miałem też pewien plan w zanadrzu, w którym jedna osoba z zakładu musiała mi nieco pomóc. Moje nogi zaprowadziły mnie prosto do jadalni, w której znalazłem, tego, którego potrzebowałem. 
   Przy jednym ze stołów, siedział starszy mężczyzna o imieniu Joachim, który jak co dzień samotnie grał w szachy. Przedarłem się między stolikami, by na chwilę zająć miejsce obok Joachima, który na początku w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi, tylko przesuwał swoją królową po polach. Jednak jego myśli zdradzały to, że jest świadom tego, że się dosiadłem w jakiejś sprawie, na którą nie mógł wpaść, jednak nie miał także zamiaru pierwszy się odezwać.
   - Potrzebuję twojej pomocy- zacząłem, jednocześnie układając sobie w myślach dalszą część mojej wypowiedzi. Po moich słowach Joachim, nawet nie zerknął w moim kierunku.
   - "Mów"- jak się spodziewałem, odpowiedział w nieco inny sposób. Taki, że tylko ja mogłem to usłysze
ć. 
   - Muszę się wydostać z tego budynku i wiem, że ty możesz mi w tym pomóc- powiedziałem, nie owijając w bawełnę, a mężczyzna spojrzał na mnie swoimi bladoniebieskimi, przekrwionymi oczami.
   Kilka razy słyszałem plotki, że kilku więźniów dzięki pomocy właśnie Joachima zdołało wydostać się poza bramę zakładu. Teraz moja cała nadzieja leżała w rękach faceta z niemałymi zaburzeniami psychicznymi. 
   - Mylisz się Henry- szepnął, tak cicho, że musiałem pochylić się w jego stronę, aby być w stanie wyłapać te trzy, niezadowalające mnie słowa. 
   - Harry, nie Henry- uświadomiłem go, ale jak się okazało, moje słowa spłynęły po nim bez znacznie.- Wiem, że byli ludzie, którzy dzięki tobie wydostali się z tego piekła, więc czemu nie pomożesz i mnie?- podniosłem nieco ton. 
   - Patrzy się na ciebie- zmienił temat, który zbił mnie z tropu. 
   - O kim mówisz Joachimie?- spytałem, rozglądając się po pomieszczeniu. 
   - Ta nowa. Patrzy się na ciebie- dodał, a ja spojrzałem w tym samym kierunku, w którym patrzył mężczyzna.
   Miał rację. Dziewczyna, która o mały włos nie zmiażdżyła mnie drzwiami, stała teraz w rogu, oparta o ścianę. Jej oczy były skierowane w naszą stronę, ale wydawały się jakieś, takie puste, bez żadnego wyrazu.
   - Mniejsza o to- prychnąłem, odwróciwszy od niej wzrok.- Wróćmy do naszego tematu.
   - Ona pomoże ci rozwiązać twój problem synu- odparł, przewracając wszystkie pionki, którymi wcześniej grał. 
   - Nie chrzań głupot, jak niby ona ma mi pomóc?- spytałem, skierowawszy wzrok ponownie w stronę dziewczyny, która teraz bawiła się swoimi długimi, ciemnymi włosami. Czekałem na odpowiedź, na zadane przed chwilą pytanie, jednak się na nie, nie doczekałem, bo Joachim po prostu zniknął, zauważyłem go dopiero jak przekraczał próg jadalni. 
   - Zaraz- mruknąłem do siebie i zerwałem się z miejsca, po czym koślawym biegiem, na jaki było mnie stać w odzianych w łańcuchy nogach, ruszyłem za mężczyzną.- Joachim! Poczekaj. Powiedz mi chociaż jak mam się wobec niej zachować?- krzyknąłem za nim. 
   - "Zdobądź jej zaufanie Harry"- odpowiedział mi w myślach. 
   - Nie ma co pomocny z ciebie człowiek- prychnąłem i wróciłem do jadalni, przykuwając do siebie wzroki kilku ze zgromadzonych tam. 
   - "Idź stąd"- te dwa wyrazy co chwilę huczały w mojej głowie, jednak starałem się nie zwracać na to uwagi, co przyczyniło się do tego, że większość ludzi albo zaczęło na mnie wrzeszczeć i wyzywać od mutantów, albo po prostu uciekło z pomieszczenia, które w jednej chwili prawie zupełnie opustoszało.
   Nigdy nie byłem agresywny, nie robiłem im krzywdy, a oni i tak omijali mnie wielkimi łukami, z towarzyszącym im niekiedy przerażeniem wymalowanym na twarzy. Jedni myśleli, że wkradam się do ich głów i to przeze mnie mają halucynacje, inni myśleli, że przez mój dostęp do ich głów, mogę w każdej chwili pozbawić ich mózgów, najgorsi byli ci, którym wydawało się, że ich śledzę i za każdym rogiem czaję się z siekierą, by wbić jej ostrze prosto w ich głowy. Przyznam, że czasem miałem taką ochotę, ale wtedy to na pewno nie wypuściliby mnie z tego cholernego miejsca. 
   W pewnym momencie zostałem tylko ja, dziewczyna, która rzekomo miała mi pomóc i dwóch mężczyzn szepczących coś sobie na ucho.
   - Może się dosiądziesz?- rzuciłem w stronę brunetki, która otworzyła oczy, które od dłuższego czasu miała zamknięte. 

   - Nie. 
   - Nie gryzę- uśmiechnąłem się do niej delikatnie, ale ona tylko pokręciła głową i skierowała wzrok w inną stronę.- Zostało jeszcze jakieś półtorej godziny. Będziesz tak przez ten cały czas stała w miejscu?
   - Tak. 
   - W takim razie postoję z tobą- mruknąłem, wstając z krzesła, a następnie zrobiłem kilka kroków w jej kierunku. Patrzyła na mnie niczym lwica, która szykuje się do polowania na bezbronną ofiarę, a siniaki na jej ciele tylko dodawały jej grozy. 
   - Czego chcesz?- warknęła na mnie, spode łba. 
   - Chcę się zapoznać to źle? Jestem Harry- powiedziałem, wyciągając w jej kierunku prawą dłoń, na której widniała opaska z moim numerem.
   - Harry, mój chomik miał tak na imię...- w końcu zdecydowała się na nieco dłuższą wypowiedź.- "Spuściłam go w ubikacji drugiego dnia"- dodała w myślach.
   - Dlaczego go zabiłaś?
   - Słucham?
   - Spuściłaś go w ubikacji. Dlaczego?- dopiero teraz zrozumiałem, że nieco się wkopałem.
   - Skąd to wiesz?- w jej ciemnych oczach malowało się zdziwienie.
   - Powiedziałaś mi- powiedziałem pewnym siebie głosem.
   - Nieprawda- momentalnie zaprzeczyła.
   - Skądś musiałem to wiedzieć, a nie jestem jasnowidzem- skłamałem i posłałem jej niepewny uśmiech.- Może masz ochotę na to, żebym cię oprowadził nieco po ośrodku- propozycja ta, sama wyleciała mi z ust, kiedy w pomieszczeniu zapanowała skrajna cisza.
   - Pierdol się- jej słowa wbiły się w moją twarz, pozostawiając na niej zdziwienie.- Daj mi spokój dziwaku- dodała, po czym bez problemy mnie wyminęła i wyszła na korytarz, zostawiając mnie w jadalnie z szeroko otwartymi oczami.
   - Milutka- prychnąłem pod nosem i zdekoncentrowany opadłem na krzesło.
   - Panie Styles czas na badania- w pewnym momencie obok mnie pojawiła się pulchna pielęgniarka z jakąś popisaną kartką w dłoni.
   - Jakie znowu badania?- mruknąłem, a w moim głosie można było usłyszeć nutę oburzenia. Co drugi dzień, zmuszają mnie do pobierania próbki krwi, albo robią jakieś prześwietlenia, cały czas coś.
   Człowiek może być zupełnie zdrowy, a i tak co kilka dni będzie się przed nim wyłaniać pielęgniarka, która nawet siłą zaciągnie go do gabinetu lekarskiego, w którym śmierdzi zgnilizną, jakby ktoś kiedyś podczas, któregoś z zabiegów po prostu dostał zgonu.
   - Badania kontrolne. Proszę za mną panie Styles- powiedziała, wyćwiczonym- opanowanym głosem.
   - Nie możecie mnie zawieść na wózku, jakoś niespecjalnie satysfakcjonuje mnie łażenie w tych łańcuchach- spojrzałem z obrzydzeniem na związane kostki.
   - Prędzej wsadzę sobie nóż w plecy, niż spełnię jakiekolwiek twoje żądanie- syknęła, podnosząc mnie siłą z miejsca.
   - Z chęcią bym popatrzył na tak niecodzienną sytuację- mruknąłem, na tyle głośno by moje słowa przebiły się przez dźwięk grzechoczących łańcuchów.
   - "Bezczelny gówniarz, ja mu jeszcze pokażę"- skomentowała w myślach, a jej pomyślane słowa, wywołały na mojej twarzy szczenięcy uśmiech.
   - To miała być groźba?- spytałem pokrótce.
   - Tak. W każdej chwili mogę z twojego życia uczynić piekło- warknęła oschle.
   - To da się zrobić z piekła piekło?- odburknąłem, a moje słowa rozwścieczyły kobietę, która puściła w moim kierunku niemiłą wiązankę.
   - Właź do środka smarkaczu- otworzyła przede mną drzwi do gabinetu, do którego wszedłem z niechęcią.
   - Jaki gentleman z pani- puściłem do niej oczko, a jej twarz w jednej chwili zrobiła się wściekło czerwona.- Milczę- wykonałem gest zamykania ust i rozejrzałem się po pokoju, w którym się znalazłem.
________________________________________________________________________

   Na początku dziękuję za poprzednie komentarze, mam nadzieję, że opowiadanie jakoś do was dotarło i się spodobało co niektórym :)
Jeśli chodzi o to jak często będą pojawiać się rozdziały to myślę, że jakoś tak co piątek :)
   Mam nadzieję, że opowiadanie póki co wam się podoba :)
Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia :) 

12 komentarzy:

  1. Rozdział genialny. :3 Czekam na nasteopny
    @dragonstonelady

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny! ;3 Oby tak dalej ;)
    @sluumberr

    OdpowiedzUsuń
  3. GENIALNE <33 czekam na następne i oby tak dalej misiek :**
    @mysweetylouis ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahha, boże, to jest nieziemskie!
    i jeszcze Harry jest taki.. vdvasakjakkwa *_*
    @ZandraOfficial

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny xd taki ironiczny, hahah :3
    Serio, masz talent, go with it! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Natalia...kazałaś mi przeczytać więc przeczytałam!
    Jest na serio lepsze...
    Widzę ten ból Harrego!
    Tą chęć wydostania się z tego piekła!
    Co więcej nie tylko widzę ale też czuję !
    Te dwa rozdziały były przepełnione wielkim cierpieniem !
    I gdy je czytałam miałam łzy w oczach!
    Na prawdę są świetnie!
    Cieszę się,że zostawiłaś u Hazzy tą arogancje i bezczelność :)
    Lubiłam go takiego i lubię go teraz!
    Spodobało mi się zmiana postaci żeńskiej!
    Pomysł na tą bohaterkę jest genialny!
    Już ją lubię!
    Ogólnie fabuła zaczyna się dość spoko:)
    Czekam na dalszy rozwój !
    Uwielbiam Cię ! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezuu to jest genialne!
    Boże Boże Boże
    Harry tutaj >>>>>>>>>>>>>>>
    Ja chcę już następny rozdział!
    To jest tak zajebiste
    Zakochałam się w tym opowiadaniu

    @auscutex ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. na ogół nie wchodzę na blogi które są wysyłane jako zwykły spam na TT jednak budziło mi się i weszłam. nie żałuję bo opowiadanie zapowiada się bardzo ciekawie jednakże nie rozumiem dlaczego harry trafił do zakładu psychiatrycznego. czyżby przez swoje 'zdolności' które dla niego są utrapieniem? cóż. nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział. równie interesująca jest postać nowej dziewczyny. będę czytać to opowiadanie. informuj mnie dobrze? {oczywiście wpisze się do zakładki}

    zapraszam również do siebie. mam nadzieję że wpadniesz i również komentujesz bo jest tam jedynie krótki prolog.
    » obliged-ff.blogspo.com «

    OdpowiedzUsuń
  9. Fantastyczne opowiadanie. Jest trochę nietypowe, inne niż reszta. Zaciekawiło mnie, gdy tylko przeczytałam prolog.
    Z niecierpliwością będę czekać na kolejne świetne rozdziały. Mam nadzieję, że niedługa akcja między Harry'm a tą nową dziewczyną się rozkręci.
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  10. "To da się zrobić z piekła piekło?" Podobało mi się to zdanie!
    Nie jest to jedno z opowiadań z kategorii tych najcudowniejszych, ale piszesz całkiem nieźle. Myślę, że im więcej będziesz pisać tym lepiej będzie Ci szło. Ćwicz, ćwicz!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ucieczka? Ciekawie sie zapowiada. I sie zastanawiam czy on ucieknie, bo jednak miejsce akcji to ma byc psychiatryk, bo takie miejsca i tematyke lubisz...
    Nie lubie tej dziewczyny i pewnie szybko nie polubie. Wyobrazilam ja sobie jako paskude z wygladu i charakteru. Opini predko nie zmienie jak czytam i jest coraz gorsza. :)
    Lece na 3!!!

    OdpowiedzUsuń