sobota, 15 marca 2014

~ 5 ~

Przepraszam was za małe opóźnienie
ale miałam małe komplikacje
ostatnim czasem.
Póki co serdecznie zapraszam do przeczytania 
nowego rozdziału. Mam nadzieję
że wam się spodoba :)

   - Harry!- podniosła głos Jo, która w pewnym momencie, po prostu się zatrzymała. Spojrzałem w jej kierunku i również przystanąłem.
   - Coś się stało?- spytałem robiąc krok w jej kierunku.
   - Tam- wskazała palcem na podłogę korytarza położonego prostopadle do tego, którym podążaliśmy kilka sekund temu. Na wskazywanych przez Jo kaflach odbiły się ślady butów, prowadzące w głąb korytarza. Wszystko byłoby jak najbardziej normalne, gdyby nie kolor pozostawionych śladów.
   - Lepiej stąd chodźmy- rzuciłem do Jo, która wciąż wpatrywała się w podłogę.- Jo chodź!- pospieszyłem ją, po czym chwyciłem za rękę i pociągnąłem za sobą.
   Alarm wciąż dudnił w naszych uszach, a my byliśmy coraz bliżej miejsca, w którym zawsze organizowane były zbiórki wszystkich ludzi z budynku, w razie jakiś komplikacji. Wciągu tego, krótkiego, a zarazem długiego czasu, jaki dano mi spędzić w tym miejscu, wydarzyło się wiele niespodziewanych sytuacji. Raz, gdy ktoś puścił plotkę, że w budynku jest bomba, innym gdy ktoś podpalił kuchnię, albo kiedy przyjeżdżał ktoś ważny. To co spowodowało alarm dzisiaj, jeszcze stanowiło dla mnie nierozwiązaną zagadkę. Jednak z drugiej strony, po mojej głowie chodził widok czerwonych plam pozostawionych na posadzce. A Jo, którą myślała tylko o tym, nie umożliwiała mi wyrzucenia owej myśli z głowy. 
   Na miejsce dotarliśmy jako jedni z ostatnich. Największe pomieszczenie, a raczej przestronny hol w ośrodku w tym momencie, wypełnione było pacjentami, ochroniarzami, lekarzami i resztą personelu. Pośrodku utworzonego przez zebranych koła, stała stara Matilda, z tym samym co zawsze niezadowoleniem wymalowanym na jej starzejącej się twarzy.
   - To wszyscy?- mruknęła do najbliżej niej stojącego ochroniarza, który tylko skinął głową.- Cisza!- wrzasnęła, jak to miała w zwyczaju jeśli chodziło o uciszenie ludzi. Jednak gdy jej potężny, groźny głos zahuczał o ściany, wszyscy w jednej chwili zamarli i skierowali swoje wzroki w stronę kobiety. 
   - "A co z ludźmi leżącymi? Tymi które są przywiązani przez chorobę do materaca?"- najgłośniejszy głos w mojej głowie, należał do Jo, która stała schowana gdzieś za moimi plecami. 
   - Nikt się nimi nie przejmuje. Nawet jakby się paliło i waliło nikt się nimi nawet w najmniejszym stopniu nie zaintere...
   - Przeszkadzam panu, panie Styles- weszła mi w słowo Matilda, która dodatkowo usiłowała zabić mnie własnym wzrokiem. 
   - Pani włączyła alarm?- palnąłem, to co jako pierwszy przyszło mi do głowy. 
   - Tak ja.
   - W takim razie, odpowiedź brzmi tak. Przeszkodziła mi pani- puściłem oczko, a jej twarz w danym momencie wyglądała, jakby przed sekundą rozprysła na niej sino-czerwona farba.
   - Zamilcz smarkaczu- warknęła na mnie, niczym wygłodniała lwica.- Gdzie twoje łańcuchy?- wpatrywała się w moje nogi, z przymrużonymi oczami. 
   - Ja chyba czegoś nie rozumiem. Najpierw mówi pani, żebym zamilczał, później zadaje pani pytanie. Proszę się na coś zdecydować. 
   - Proszę nie zwracać uwagi na tego gówniarza- burknęła, ledwo, powstrzymując się od wydarcia na mnie.- Dzisiaj miało miejsce szokujące wydarzenie. Otóż jedna z naszych pacjentek została zamordowana, a jej ciało zostało doszczętnie zmasakrowane- po tych słowach rozległy się szmery dochodzące z ust zgromadzonych.- W związku z tym, że nie chcemy, aby podobne sytuacje miały miejsce, zamknięte zostaną niektóre sektory ośrodka, do czasu gdy winowajca nie zostanie odnaleziony- wspomniała jeszcze o kilku sprawach związanych ze zmianami, które mają nastąpić od jutra.- A teraz personel proszę o odprowadzenie pacjentów do swoich pokoi- dodała.- Styles!- zawołała, gdy obracałem się do niej tyłem i zamierzałem dobrowolnie udać się do swojej celi.- Pan poczeka- wywróciłem tylko oczami, a głośne westchnięcie opuściło niekontrolowanie moje usta.  
   - Jeśli chodzi o to co powiedziałem, ani trochę nie żałuję żadnego ze słów- uśmiechnąłem się do niej niemrawo.- Mam za karę udać się do izolatki teraz, czy ktoś mnie odprowadzi- poniekąd sam sobie wyznaczyłam karę, za moje słowa. Tylko jeśli o karę w formie spędzenia dwudziestu czterech w miejscu, w którym moja głowa jest zupełnie pusta, w moim przypadku kara przeobraża się w nagrodę. 
   - Nie. Chcę zamienić z panem kilka słów. 
   - W tym problem, że ja nie wiem, czy chcę zamienić kilka słów z panią- zmarszczyłem brwi, a następnie rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym jak się okazało zostałem już tylko ja i stara Matilda. 
   - Słyszałeś jakieś podejrzane myśli ludzi, którzy się tu zebrali?- zaczęła, zupełnie nie zwróciwszy nawet najmniejszej uwagi na słowa wypowiedziane przeze mnie kilkanaście sekund temu. 
   - Hmm... Pani myśli były dosyć podejrzane- powiedziałem, przypominając sobie wiązankę przekleństw, które pojawiły się w jej głowie, po kilku moich cennych uwagach. 
   - Won mi stąd- doczekałem się najgorszego, emocje kobiety puściły w jednej chwili, jej wrzask jeszcze długo dźwięczał w mojej głowie. Tak naprawdę zanikł dopiero, gdy poszedłem spać. 

***

   - O kurwa- zerwałem się w pewnym momencie z łóżka, jakby ktoś w trakcie mojego snu wylał mi wrzątek na twarz.- Maison. Zapomniałem- warknąłem sam do siebie, zrywając się ze skrzypiącego łóżka. 
   Przez wczorajszy alarm i to całe morderstwo, zupełnie zapomniałem o potajemnym spotkaniu z tutejszym psychologiem, które miało mieć miejsce w nocy. 
   Na zewnątrz wschodziło już słońce, którego promienie wpadały przez małe okno do mojej celi. Chciałem jak najszybciej pobiec do Maisona, wyciągnąć go z jego gabinetu w jakieś ustronne miejsce i przeprowadzić rozmowę, która miała odbyć się kilka godzin temu. Jednak została jeszcze jakaś godzina do śniadania i co najmniej trzy do wypuszczenia nas z naszych pokoi. 
   Czas mijał tak powoli, że każde zajęcie, które byłem w stanie sobie wynaleźć, nudziło mi się już po kilku minutach. To były chyba najdłuższe trzy godziny w moim życiu. Zdążyłem wypalić dokładnie osiem papierosów, które pozostał w paczce, ale kiedy w końcu doczekałem się pory na nasz rzekomy czas wolny poza celami, wystrzeliłem ze swojej niczym kula z armaty. Nie przeszkadzały mi łańcuchy oplatające, wyjątkowo solidnie moje kostki po prostu biegłem do przodu. Kiedy tylko dotarłem pod drzwi gabinetu psychologa, bez zastanowienia wszedłem do jego środka. 
   - Maison, ja...- krzesło na którym spoczął mój wzrok okręciło się, a na niem zamiast Maisona, siedział dobrze zbudowany, ciemnowłosy mężczyzna. Jego młodą twarz zdobił dwudniowy zarost i specyficzny pieprzyk na środku czoła. 
   - Cześć. Maisona nie ma, ale jestem ja- uśmiechnął się do mnie łagodnie i przyjacielsko. 
   - Gdzie on do cholery jest? 
   - Z tego co mi wiadomo, poprzedni psycholog miał mały konflikt z szefową...
   - Nie obchodzi mnie co on miał, a czego nie. Pytanie kurwa jest proste. Gdzie on do diabła teraz jest?!
   - Maison został zwolniony wczoraj wieczorem, teraz ja jestem nowym psychologiem w tej placówce- powiedział spokojnym tonem, podczas gdy we mnie wszystko zaczynało się gotować. Jedyna osoba, która wiedziała coś na temat mojego zabiegu i chciała się ze mną tym podzielić, nie stąd ni zowąd zniknęła.
   - Psychologiem, tak?- na mojej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Podszedłem do krzesła i usiadłem na nim. 
   - Tak. Chciałbyś o czymś ze mną porozmawiać?- spytał, a ja splotłem razem swoje palce i pochyliłem się w jego kierunku. 
   - O tak. Pytanie, czy ty byś chciał ze mną porozmawiać?- spojrzałem prosto w jego oczy, które nie miały w obecnej chwili żadnego wyrazu.- Głupie pytanie, jasne że tak. To w końcu twoja nowa praca, musisz się przyzwyczaić do nowego miejsca i co najważniejsze ludzi - po jego myślach, było widać, że zaczynał się domyślać, że mam jakiś plan i w sumie miał rację. Miałem jeden pomysł. 
   - W takim razie słucham, Cię...- przerwał i zaczął się zastanawiać, czy zdradziłem mu już swoje imię, czy jeszcze nie. 
   - Harry- wyciągnąłem w przyjaznym geście dłoń w kierunku bruneta, którą ten dyskretnie uścisnął.- Chcę, żebyś utrzymał wszystko to co ci teraz powiem w tajemnicy przed każdym. Jasne?- powiedziałem, a mężczyzna skinął głową.- Pewnie jak wiesz... A właśnie mogę mówić ci na ty?
   - To znaczy, wolałbym...
   - Nieważne, przecież i tak mogę robić co chcę. Wracając do tematu pewnie wiesz co miało miejsce wczorajszego dnia- mówiłem cicho, aby nadać mojemu monologowi emocji. 
   - Nie mam pojęcia o czym mówisz- zaprzeczył. Faktycznie nie wiedział, nikt mu nie zdążył jeszcze powiedzieć o morderstwie, co dla mnie wydało się korzystniejsze. 
   - Mam czas mogę wszystko ci opowiedzieć. Mianowicie wczoraj ktoś zamordował dziewczynę, poćwiartował jej ciało na kawałki i zostawił je w damskiej toalecie w naszym spokojnym psychiatryku. Dołączył jeszcze do tego wszystkiego karteczką- doszedłem do wniosku, że nie muszę mówić całej prawdy, a trochę się odegrać, za to że nie mogłem się spotkać z Maisonem.- I w tym liście było napisane, że morderca ma już kolejną ofiarę na celu. Podobno ta tajemnicza i aktualnie poszukiwana przez wszystkich  osoba miała na pieńku z poprzednim psychologiem, więc teraz chyba jasne, kto będzie następną ofiarą. Rozumiesz?- mężczyzna próbował zgrywać twardego, ale po głowie chodziły mu przeróżne obrazy i przewijały się pytania, dotyczące tego, czy mówię prawdę, czy też nie. 
   - "Żarty sobie robi gówniarz jeden"- warknął w myślach, gdy w gabinecie zapanowała cisza. 
   - Nie robię sobie żartów, jestem bardzo poważną osobą w tym miejscu- kiedy to mówiłem, oczy bruneta rozszerzały się ze zdziwienia.- No co ty, tego też ci nie powiedzieli?- dodałem, a mężczyzna zmarszczył czoło i postanowił poczekać, aż sam mu opowiem.- Słyszę wszystkie twoje myśli. A nie poprawka, słyszę myśli każdego w tym ośrodka i poza nim. Więc jeśli będziesz gdzieś przy mnie, oszczędź sobie myślenia na przykład o seksie ze swoją żoną, kochanką, córką, bądź babką. A jestem uznawany za najmniej chorą psychicznie osobę w tym budynku- skłamałem.
   - "To nie jest możliwe"- szeptał w myślach, jakby zdawało mu się, że to coś zmieni. 
   - Chyba jednak jest- uśmiechnąłem się do niego, podczas gdy ten nerwowo kręcił głową.- Mogę ci opowiedzieć o tych szczególnych przypadkach... 
   - Nie! To nie miejsce dla mnie- mruknął pod nosem i zaczął pakować swoje manatki do czarnego plecaka, który błyskawicznie zapiął i zaczął wychodzić z gabinetu. 
   - Miło było poznać- krzyknąłem za nim, po czym wybuchnąłem śmiechem. 
   Przesiadłem się na fotel psychologa rozglądałem się po całym gabinecie, z nadzieją, że znajdę coś ciekawego i zarazem pomocnego.  Coś mi podpowiadało, że Maison nie odszedłby tak bez pożegnania, gdzieś w pomieszczeniu musiało się coś kryć, coś dla mnie. 
   Na początku zajrzałem do każdej szuflady. Przewertowałem wszystkie papiery, które wpadły w moje ręce i nic. Zajrzałem w każdy najmniejszy kąt tego pomieszczenia i również nic. Zdesperowany usiadłem na skórzanej podartej kanapie i spróbowałem sobie przypomnieć może jakieś miejsce na przykład o którym wiedziałem tylko ja i Maison, jakiś zakamarek, tajemnicza skrytka cokolwiek. 
   - To jesteś Harry- z moich rozmyśleń wyrwał mnie cichy i opanowany głos Jo, któremu towarzyszyło jęczenie łańcuchów.- Wszędzie cię szukałam. 
   - Hej. Jak tam?- mruknąłem do niej na powitanie, jednocześnie próbując się uśmiechnąć. 
   - Wszystko dobrze- odpowiedziała, zsuwając rękawy swojej bluzki niżej. W mgnieniu oka na jasnym materiale pojawiły się ślady krwi. 
   - Krwawisz- wskazałem palcem na jej nadgarstki, które pewnie znowu przyozdobiła w kilka cięć. 
   - Nie ja jedna- spojrzała na moje nogi. Rzeczywiście, podczas nerwego biegu do gabinetu musiałem mocno otrzeć sobie nogi łańcuchami, ponieważ nogawki moich jeansów, także w niektórych miejscach zmieniły kolor na czerwony.- Co tu robisz?- zmieniła temat, gdy ja usiłowałem znaleźć jakąś apteczkę. 
   - Chciałem porozmawiać z Maisonem- odburknąłem, kiedy dostrzegłem dwa nieodpakowane jeszcze bandaże.- Ale go zwolnili- dodałem z powrotem siadając na kanapie.- Daj rękę- powiedziałem cicho i sam sięgnąłem po rękę Jo. 
   - Nie musisz tego robić- burknęła, ale ja chwyciłem jej dłoń i przysunąłem do siebie, kładąc ją na swoich kolanach. 
   Ostrożnie podsunąłem rękaw jej koszulki, który odsłonił mi jej pokaleczoną skórę ze świeżymi cięciami, z których jeszcze spływała krew. Polałem rany wodą, która wcześniej stała na biurku. Dziewczyna ani razu nie pisnęła, nawet się nie skrzywiła, podczas gdy musiał to być niemały ból. Osuszyłem jej nadgarstek własną koszulką, po czym owinąłem go bandażem. To samo uczyniłem z jej drugą ręką. 
   - Chcesz coś zobaczyć?- spytałem, gdy Jo wpatrywała się w swoje zabandażowane nadgarstki. 
   - Yhm- odwróciła wzrok w moim kierunku, a ja podwinąłem tym razem swój rękaw pokazując przy tym blizny po moich własnych ranach, które sobie robiłem jeszcze rok temu.- Czemu mi to pokazujesz?
   - Chcę ci pokazać, że z tym można skończyć. Nie warto, naprawdę- powiedziałem posyłając do niej na tyle prawdziwy uśmiech, na jaki było mnie w tym momencie stać.
   - Nie chcę z tym kończyć- prychnęła, wstając z kanapy. 
   - Poczekaj- zawołałem za nią, gdy zmierzała do wyjścia.- dlaczego mnie szukałaś? 
   - Chciałam ci coś pokazać- powiedziała, cały czas stojąc do mnie tyłem. 
________________________________________________________________
Przepraszam za opóźnienie i za dosyć krotki rozdział, ale wczoraj miałam bardzo nieprzyjemny dzień i przeryczałam cały wieczór, podczas gdy planowałam w tamtym czasie pisać dla was nowy rozdział. Mam nadzieję, że nie jesteście jakoś specjalnie złe na mnie. Co do rozdziału to chyba jest on trochę nudny, ale myślę, że już od następnego akcja rozkręci się na dobre. 
Ps. Dziękuję bardzo za wszystki 25 pięknych komentarzy i zapraszam serdecznie do pozostawiania kolejnych. 
Dziękuję xx

17 komentarzy:

  1. oł maj gasz ! ;o uważasz, że ten rozdział nie jest ciekawy ? ;o to się mylisz kochana ! xx
    ten rozdział jest bardzo ciekawy i daje do myślenia ;) to, że zniknął Maison to nie jest przypadek. To ma coś wspólnego z tym, co zrobili Harremu.
    nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;3
    @sluumberr

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć! Jak ja Cię bardzo przepraszam, że nie skomentowałam ostatniego! Ten rozdział jest świetny. Strasznie brakowało mi twojej twórczości. Nareszcie się zrelaksowałam czytając ten rozdział :) Bardzo ciekawy i dający dużo do myślenia rozdział :) A już myślałam, że będę wiedziała, co się stało Harremu, ale widzę, że muszę jeszcze poczekać. Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny!! ♥ Kocham tego bloga !! <33 Ciekawe, co Jo chce mu pokazać o.o Czekam z niecierpliwością na next'a :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział *-*
    Tak bardzo trzymasz w napięciu!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, a co pewnie za tym idzie, kolejnej dawki emocji :D
    @bemybabemaybe

    OdpowiedzUsuń
  5. niesamowity rozdział, czekam na next. ciekawe, co Jo pokaże Harry'emu. chyba się domyślam :p
    @luuvhoran

    OdpowiedzUsuń
  6. Eh czemu kończysz w takich momwntach czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Warto było czekać tak długo na nowy rozdział tego opowiadania xx
    Czekam na next <3
    @lovju69

    OdpowiedzUsuń
  8. gadasz a mi się rozdział podoba :D i wierz mi - uwielbiam zatarcia harrego i personelem :D szczególnie z matildą <3 dziekuję za rozdział i moge powiedzieć że obojętnie jak by nie było w żyiu to zawsze kiedyś będzie lepiej :D kochana jesteś! <# @hallxofxfame .xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha Harry cwaniaczek ! :) Podoba mi się taka wersja Harrego xD

    Jo się przekonuję do Loczka, świetnie :)

    Rozdział się na serio świetny :) czytałam go z wielkim zainteresowaniem i skupieniem ale jak zobaczyłam Twoją notkę na koniec aż mi się smutno zrobiło.

    Czemu ryczysz ?! Nie płacz bo to się odbija na wszystkich wokoło. Mam nadzieję że już jest wszystko dobrze i sobie poradziłaś z tym co Cię tam gryzło ! :)

    Czekam na rozdział :)

    Całuję i pozdrawiam @Kasia_Dera ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej <3
    rozdział jest wspaniały <3 ! czytając go miałam puszczoną muzykę i akurat leciała mi piosenka 'drift – emily osmet' i jakoś bardzo mi nastrojowo pasowała do tego przebiegu wydarzeń, tak dopasowała się do atmosfery, emocji i tej takiej 'aury' :) ehh mam małą prośbę, bo ja bardzo lubię jak zawsze do rozdziału jest jakaś muzyka czy coś, bo wtedy człowiek się bardziej wczuwa w tą całą sytuację i bardziej to przeżywa.. więc jak bym tak jakoś coś dało rade z muzyką zorganizować to byłoby mega czadersko i superaśnie <3 hehehe lol dziwna jestem, bo powinnam pisać co sądzę o rozdziale, a tak to chyba za dużo razy używam słowa rozdział i pewnie to brzmi jak masło maślane.. ale no ten ja o muzyce a powinnam o rozdziale..
    Zaczynając od początku, jestem ciekawa o co chodzi z tymi śladami krwi i w ogóle chociaż w szpitalach psychiatrycznych samobójstwa są rzeczą naturalną, to morderstwa już chyba nie.. chyba, że to są takie nienormalne psychiatryki jak np. w #Psychotic albo w filmie 'Wyspa tajemnic' ale dobraa powracają do tematu wydarzeń opisanych powyżej.. jak ta cała kobieta nie pamiętam imienia, ale no ta ca się tak wydzierała zatrzymała Harr'ego to myślałam, że go o coś podejrzewa, ale bum jednak nie wręcz przeciwnie, ona chciała ogarnąć myśli tych wszystkich chorych ludzi zamkniętych w tym budynku. W tym momencie ma u mnie plusa, bo nie podejrzewam jej, że mam z tym jakieś powiązanie, ale dziwne co się stało z normalnym psychologiem, że tak nagle zniknął.. to jest podejrzane, ale bardziej pod tym, że w szpitalu są przeprowadzane badania na pacjentach niż z tym morderstwem.. Ale szanowny pan mądry widzący myśli innych Styles mnie rozwalił strasząc tego nowego jakże głupiego człowieka czyt. psychiatrę hahah nie no serio śmiałam się w myślach z głupoty i naiwności ludzkiej, chociaż sama mam jej za dużo, ale ten facet uwierzył w takie bajki hahahah serio nadal się z tego śmieje XD
    kurde Jo :( jeju ona jestem takim malutkim moim aniołkiem … dobrze, że ma kogoś takiego jak Harry. On się nią zaopiekuje, on jej pomoże.. ona potrzebuje tej pomocy i to bardzo.. :'( „ - Chcę ci pokazać, że z tym można skończyć. Nie warto, naprawdę- „ ehh w poważnym samookaleczaniu i żyletką czy nożem – chodzi o uwolnienie wewnętrznego bólu. To ukaranie samego siebie, a jednocześnie wołanie o pomoc. Oznacza „popatrz ile we mnie cierpienia”. Mam nadzieje, że ona z tego wyjdzie.. tylko to. Nie powinnam i nie będę się na ten temat rozpisywać więc zakończę na tym.
    Co Jo chciała pokazać Hazzie .. jestem ciekawa..
    Czekam na next <3 !

    @zozolonator xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć kochana x
    Strasznie cię przepraszam za tą obsuwę, ale naprawdę ciężko mi się ostatnio ogarnąć czasowo i nie mogę się ogarnąć by wpaść i przeczytać twoje opo. Mam nadzieje, ze nie masz mi tego za złe i niedługo się poprawię x
    Co do rozdziału to rozbudził on we mnie ciekawe emocje, których nie jestem w stanie ogarnąć w słowa. Naprawdę ciekawie wszystko opisałaś. Wczułam się nie powiem :)
    Postać Harrego wychodzi vi świetnie i zaczynam się ciebie bać.. czy ty przypadkiem w jakimś psychiatryku nie byłaś? :p
    Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam to ff jest cuuuudowne <333333
    Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  13. Siema, chciałam cie poprosić tylko żebyś nigdy nie mówiła nic złego o swoim opowiadaniu, rozdziałch. On jest cudowny, twój talent jest wspaniały i chciałabym żebyś ty też do doceniła :)
    A oprócz tego kiedykolwiek masz problem albo potrzebujesz pomocy do napisz do mnie na tt. Chce pomóc (:
    p.s. nie moge sie doczekać następny! *-*
    Całuje,
    @luvmyniam

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyłapałam w tym zmęczeniu nawet jedną literówkę, Boże jaki ze mnie mistrz normalnie. Ale nic nieważne. Chciałam jeszcze powiedzieć, że wybacz, za idiotyczny komentarz który właśnie piszę.
    Lubię takiego Harry'ego, z takim zadziornym charakterkiem. Podoba mi się. Zwolniony psycholog? Coś tutaj mi nie pasuje, i chciałabym już wiedzieć, z jakiego powodu, bo Haz, na pewno sam będzie chciał się o tym dowiedzieć ;>
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  15. Złe? No co Ty! Każdemu się zdażają opóźnienia, tylko przykro mi, że stało się to przez coś nieprzyjemnego. Mam nadzieję, że już wszystjo gra :) x
    Co do rozdziału, nie powiedziałabym, że jest nudny, wręcz przeciwnie. Takie nagłe zniknięcie psychologa? Ja tego nie kupuję, coś musiało się stać i mam dziwne wrażenie, że Haz ma z tym jakiś związek... Dziwne.
    Postać Harry'ego wychodzi Ci wspaniale, interesujący człowiek. A Jo... Mam nadzieję, że uda jej się z tym skończyć, samookaleczanie się nie jest dobrym sposobem i liczę na to, że Haz pomoże jej to zrozumieć.
    Jeszcze raz, jestem naprawdę pod wrażeniem i czekam na następny :) x
    @dreamerniallerx

    OdpowiedzUsuń