poniedziałek, 5 maja 2014

~ 7 ~

   Głośny wrzask spowodował, że moje powieki w ekspresowym tempie się uniosły, a oczy skierowały się w stronę ściany, o którą raz po raz uderzała dłoń Jo. Nie wiedziałem co się dzieje, słyszałem tylko krzyk, przeplatający się z płaczem i kolejnymi dźwiękami związanymi z ciosami wymierzanymi w ścianę, na której miejscu na pewno nie chciałbym się w tym momencie znaleźć.
   - Hej, Jo- kiedy dotarło do mnie, co właśnie się dzieje, pochwyciłem ręce dziewczyny i przyciągnąłem je do siebie, a następnie zwolnioną ręką objąłem Jo.- Nic się nie stało, jestem tutaj- powiedziałem spokojnie, a wtem otworzyły się jej oczy, a wrzaski ustały.
   Robiło się już widno, więc byłem w stanie dostrzec małe krople potu na nosie brunetki i spływające ciurkiem łzy, po jej śniadych policzkach.
   - To był tylko sen, prawda?- wychlipała powoli, nie odrywając wzroku od mojej twarzy.
   - Tak, powiedziałbym nawet, że koszmar- szepnąłem w jej stronę.
   - Zdecydowanie koszmar. Chcę o nim jak najszybciej zapomnieć- dodała, po czym zgrabnie wyszła z łóżka i zerknęła na mnie.- Możesz jeszcze spać, jak chcesz- odparła.
   - Ehh co to byłby za sen bez ciebie- wzdychnąłem i również opuściłem materac, który akurat teraz wydawał się taki miękki, jak nigdy dotąd.
   - Jak twoja głowa?- zmieniła temat, a moje dłoń odruchowo złapała za część czaszki, na którym mieścił się jeszcze szew.
   - Zupełnie o tym zapomniałem. Tylko przybywa tych zagadek, a żadna się nie rozwiązuje- mówiłem jakby sam do siebie.
   - Widziałam ostatnio...- natarczywe łomotanie do blaszanych drzwi, nie pozwoliło dokończyć jej zdania.
   - Lepiej się schowaj- poleciłem, po czym sam skierowałem się do drzwi, które w jednej sekundzie otworzyły się niemal na oścież, a w ich progu stanęła stara Matilda, z wrogością wymalowaną na jej pomarszczonej twarzy.
   - Musimy porozmawiać Styles- zarządziła.- Pójdziesz ze mną do mojego gabinetu- spojrzała na mnie niczym wygłodniały lew, a następnie dodała.- W tym momencie- zacisnęła kurczowo palce na moim nadgarstku i mocno pociągnęła za sobą.
   - Czuję się nieco niezręcznie idąc z panią, teoretycznie rzecz biorąc za rękę.- po moich, kobieta w mgnieniu oka uwolniła mój nadgarstek.
   - Właź!- otworzyła przede mną drzwi swojego gabinetu, do którego grzecznie wszedłem.
   Pomieszczenie jak zawsze tonęło w papierach, segregatorach i papierowych teczkach. Makulatura walała się w każdym kącie gabinetu. Nie rozumiałem jak ktokolwiek mógłby się połapać w tym, gdzie co się znajduje.
   - Skąd ma pani przekonanie, że mam ochotę zamienić chociaż jedno słowo z panią, tu i teraz?- zacząłem, siadając na starym, obitym niszczejącym materiałem, krześle.
   - Bo wiem co wyprawiasz i wiem, że chcesz się dowiedzieć co miał na celu twój zabieg- spojrzałem na nią z zaciekawieniem.
   - W takim razie zamieniam się w słuch.
   - Nie tak szybko. Odpowiem na twoje pytanie, kiedy ty odpowiesz na moje- wtrąciła.- Przejdę do sedna. Kto zabił Anne?
   - Kto to Anna?
   - Nie rób ze mnie idiotki, dobrze wiesz.
   - Z przykrością muszę oświadczyć, że w tym momencie nie robię z pani idiotki. Zdarza się, że sam zapominam własnego imienia, a pani wymaga ode mnie, żebym znał imię, każdej osoby, którą napotkam na swojej drodze- starałem się jak mogłem, by te słowa brzmiały prawdziwie.
   - To ta dziewczyna, która krótki czas temu została brutalnie zamordowana.
   - A faktycznie, alarm zadzwonił w bardzo nieodpowiednim momencie. Jak mógłbym o tym zapomnieć- powiedziałem z ironią w głosie.
   - Odpowiedz w końcu na moje pytanie- ponagliła mnie, po tym jak między nami zapanowała błoga cisza.
   - Niestety nie mam pojęcia kto to zrobił, ale nie zaprzeczę temu, że sam usiłuję rozwiązać tę zagadkę i wyeliminować rzekomego mordercę- oznajmiłem spokojnym i opanowanym głosem.
   - Jak chcesz tego dokonać?- zadała kolejne pytanie, na co ja pokręciłem głową.
   - Nie tak szybko. Odpowiedziałem na jedno pytanie, teraz czas na panią. Pytanie będzie banalnie proste i równie przyjemne- posłałem w jej kierunku delikatny uśmiech, a ona zmarszczyła tylko swoje wielkie czoło i zacisnęła zęby.- Co mi zrobiliście?
   - Mały zabieg- burknęła pod nosem i zwróciła wzrok w kierunku zasypanego papierami biurka.
   - Jaka pani rozmowna, mogę w moich wypowiedziach także ograniczyć się do dwóch słów, a dokładniej do " nie wiem "- warknąłem.
   - Jesteś najbardziej beznadziejnym pacjentem w całym tym budynku, to chyba oczywiste, że chcieliśmy się ciebie pozbyć- postanowiłem jej nie przerywać, mimo że kilka uwag łaskotało mój język.- Skontaktowaliśmy się z jednym z lepszych neurologów w mieście i ściągnęliśmy go do zakładu, by przeprowadził na tobie zabieg, który miał zapobiec twojej usterce genetycznej.
   - Jak widać się nie udało- powiedziałem i tak szybko jak to powiedziałem, tak szybko też pożałowałem moich słów. Gdybym oświadczył, że rzekomy zabieg się powiódł, a ja straciłem swoją umiejętność, najprawdopodobniej na dniach już by mnie tu nie było. Tak to jest, gdy człowiek coś powie, a dopiero później pomyśli.
   - Zdążyliśmy to zauważyć- mruknęła pod nosem, po czym otworzyła przede mną drzwi.- Zmykaj stąd. Nie mam więcej pytań.
   - Właściwie to ja mam jedno- wtrąciłem.
   - Nie mam nic do powiedzenia- zakończyła rozmowę i niemal siłą wypchnęła mnie za próg swojego gabinetu.
 
***

   Już z końca korytarza widziałem otwarte drzwi mojej celi, co wywołała u mnie małe zdziwienie. Jednak, gdy tylko podszedłem bliżej, przed moimi oczami stanął niecodzienny i paskudny obraz. W kącie leżało ciało ochroniarza, patrolującego do tej pory owy korytarz. Jego brudnozielony mundur już prawie w całości nasiąknął krwią, która wypływała z tyłu jego łysej głowy. Mimo koszmarnego widoku, było coś co przerażało mnie bardziej. Nigdzie w najbliższym otoczeniu nie było Jo. Po dziewczynie została tylko jej koszulka, która beztrosko spoczywała na środku mojej celi. Nie czekając ani minuty dłużej pociągnąłem za alarm. Po chwili wokół rozległ się dźwięk dudniący w uszy, a na miejsce zleciała się połowa personelu. 
_________________________________________________________________
   Jestem beznadziejna, minął miesiąc, a mi nie przyszedł do głowy, żaden pomysł, aby rozwinąć tę historię w ciekawy sposób. Jestem zmuszona zawiesić bloga, bo nie daję rady z czasem, systematycznością i do tego brakuje mi weny. :((